Port A’lcudia i stare miasto A’lcudia

Majorka od dzieciństwa kojarzyła mi się z rajem. Może to skojarzenie funkcjonowało w mojej głowie za sprawą popularnej w tamtych czasach piosenki. Tego roku z końcem września polecieliśmy poznać tę wyspę. Razem z mężem, mamą, siostrą i szwagrem zamieniliśmy wrocławskie ulice na tropikalny krajobraz. Plan był na wypoczynek i zwiedzanie. 
Na lotnisku wypożyczyliśmy auto i pojechaliśmy do miejscowości Port A’lcudia na północnym wybrzeżu wyspy. Nie przez przypadek wybraliśmy to miejsce. Wiedzieliśmy, że znajdziemy tutaj piękne plaże z delikatnym białym piaskiem i nie zmęczymy się tłumami turystów. Przyciągnęło nas również stare miasto, które okazało się piękniejsze niż myśleliśmy. Urocza starówka, wąskie uliczki wysłane kaktusami w donicach, średniowieczne budynki z zielonymi okiennicami, migoczące światła z pobliskich barów nadają temu miejscu niezwykłego klimatu.

Przylądek Formentor

Wycieczka na najbardziej wysunięty kawałek lądu w północnej części Majorki okazała się pełna wrażeń od samego dojazdu do niego. Kręta droga wzdłuż pasm górskich dostarczyła nam sporą dawkę adrenaliny i pięknych punktów widokowych. Ogromne klify wyrzeźbione przez tysiące lat od fal i wiatru otaczają przylądek Formentor i intensywnie kontrastują z błękitem morza. To właśnie ten niekończący się błękit, spokój, zapach morza, pasma górskie sprawiły, że poczułam się magicznie. 

Palma

Palma de Mallorca, stolica wyspy jest miejscem pełnym turystów i tego oczywiście się spodziewałam. Spędziłam w tym mieście jeden dzień i myślę, że dzięki temu dniu mój pobyt na Majorce stał się kompletny. Zobaczyłam tutaj ogromną gotycką świątynię, jedną z trzech największych w Europie. Katedra La Seu robi wrażenie swoim rozmiarem. Leży obok brzegu morza, promenady z palmami i koło stawu. Myślę, że to bardzo dużo naturalnych atrakcji jak na jeden zabytek i to właśnie jest takie niespotykane i wyjątkowe.

Cuevas de Artà / Jaskinia Arta

Zobaczenie jaskini było punktem obowiązkowym. Nie spodziewałam się jednak, że ta jaskinia będzie tak gigantyczna! Po wejściu wstrzymałam oddech z wrażenia widząc zwisające z sufitu i wystające z ziemi tysiące stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów. Niewiarygodne, że te formy powstały miliony lat temu poprzez wypłukanie wapnia przez wodę i rosną 2 cm. na 100 lat. Kiedy przemieszczałam się z jednej „komnaty” do następnej zgasły światła, a po chwili zaczęła grać muzyka. W jej rytm formy skalne zaczęły mienić się różnymi kolorami. Wszystko to sprawiło, że poczułam się jak w zupełnie innej galaktyce. Mi było aż szkoda wracać, kiedy muzyka przestała grać.